Często narzekam, że jestem sama, tudzież samotna. Ale zapominam o najwierniejszej przyjaciółce, którą mam od lat. Ja jej nie chcę,wyganiam, krzyczę na nią. Czasem słucha i odchodzi na jakiś czas dając mi pozory, że jestem wolna. Po czym nagle się pojawia jakby wyczuwając,kiedy jestem najsłabsza. Przytula mocno, wręcz dusi, trzyma mnie kurczowo na dnie, w swoich zimnych rękach patrząc pustymi oczami z bladym uśmiechem. Broni zazdrośnie przed spojrzeniami innych.
Nienawidzę jej tak jak tylko można nienawidzić. Zabiłabym ją bez mrugnięcia okiem, ręka nie zadrżałaby ani przez chwilę, ale ona jest zbyt silna. Trzyma za rękę, idzie przy mnie ramie w ramie.
Nienawidzę jej, ale... Dzięki niej przynajmniej nigdy nie jestem sama. Może samotna, ale nigdy nie sama...
Moja Przyjaciółka Depresja.
Nowe marzenie do kolekcji:
Wyjechać w przyszłości do Izraela, stać się żydówką i przede wszystkim nauczyć się języka hebrajskiego, bo to hańba dla samego siebie go nie znać.
A wszystko za sprawą Finału Konkursu Piosenki Eurowizji, w którym wystąpił pewien boski Izraelczyk, śpiewając cudną piosenkę.
Amen.
Jezus był żydem czy chrześcijaninem?
-
gość:
-
pluszowa:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›